Gorące tematy: Ruch Oporu 2020 Antypartia Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
167 postów 30697 komentarzy

Kula Lis

kula Lis 69 - Zagorzały Antybolszewik herbu Jastrzębiec

Wraca „afera Małej Emi”!

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Mąż hejterki domaga się wyłączenia sędzi w sprawie z dziennikarką Onetu! To ona wypuściła kiedyś „Hossa”

                                                                                                                                                                               Portal wPolityce.pl dotarł do sądowego wniosku sędziego Tomasza Szmydta, który słusznie domaga się wyłączenia sędzi Katarzyny Zaczek - Czech ze sporawy karnej, którą złożył on przeciwko dziennikarce portalu Onet. Dziennikarka opisała kulisy rzekomej „afery hejterskiej” w ministerstwie sprawiedliwości. Reporterka oparła swoje informacje na opowieściach niejakiej „Małej Emi”, które w dużej mierze okazały się niewiarygodne. Sędzię Zaczek-Czech poznała cała Polska, gdy w 2017 roku wypuściła na wolność cygana Arkadiusza Łakatosza, pomysłodawcę oszustw „na wnuczka”. Bandyty szukała potem polska i europejska policja.                                                                                                                                                                                                                                Słuszny wniosek...

Wniosek jest całkowicie uzasadniony. Stowarzyszenie „Iustitia”, do którego należy sędzia Katarzyna Zaczek-Czech już dawno wydało „wyrok” na pomówionych przez hejterkę i zblatowane z „kastą” media sędziów. Sam sędzia Krystian Markiewicz, prezes „Iustitii”, na podstawie niewiarygodnych informacji wielokrotnie wypowiadał się na temat tej sprawy. Oczywiście jednostronnie. Stowarzyszenie wydało tez uchwały, w których potępiono sędziów, których wmanewrowano w wyimaginowaną aferę. Stąd wniosek sędziego Tomasza Szmydta z Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. W pierwszej kolejności należy wskazać, że p. sędzia Katarzyna Zaczek-Czech, jak wynika z oświadczenia, jest członkiem Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. Stowarzyszenie w oficjalnych i publicznie dostępnych uchwałą z 21 i 23 sierpnia 2019 roku de facto przesądziły o udziale wymienionych w szeregu publikacji medialnych sędziów (w tym oskarżyciela prywatnego) w rzekomej tzw/ aferze hejterskiej w Ministerstwie Sprawiedliwości. Na podstawie zupełnie niesprawdzonych i niezweryfikowanych twierdzeń zawartych w materiale prasowym przygotowanym przez oskarżoną Magdalenę Gałczyńską, Stowarzyszenie „Iustitia” przesądziło o ich prawdziwości, a także o udziale Tomasza Szmydta w procedurze organizowania ataków na sędziów sprzeciwiających się reformom wymiaru sprawiedliwości czytamy w uzasadnieniu wniosku sędziego Tomasza Szmydta, do którego dotarł portal wPolityce.pl. (…) brak złożenia złożenia przez przez p. sędzię referent Katarzynę Zaczek-Czech oświadczenia o rezygnacji z członkostwa w w.w. Stowarzyszeniu, po publikacji oświadczeń jego władz, poczytać należy za podzielanie stanowiska wyrażonego w uchwałach z dnia 21 i 23 sierpnia 2019. Tym samym, w ocenie oskarżyciela prywatnego, ujawniła się okoliczność, która może wywołać uzasadnioną wątpliwość co do bezstronności p. sędzi w danej sprawie. Jest to szczególnie istotne z uwagi na fakt, iż oskarżoną w niniejszym postępowaniu jest autorka materiałów prasowych, która zapoczątkowała nagonkę medialną na wymienianych sędziów, którzy obecnie prowadzą na terenie całej Polski kilkanaście postępowań w przedmiocie ochrony swojego imienia czytamy we wniosku sędziego Szmydta.
 
Sędziowie już wydali „wyrok”?
W wniosku, do którego dotarliśmy znajduje się jeszcze jedna istotna kwestia. Sędzia Szmydt podnosi, że w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa 20 sędziów z wydziałów karnych skierowało list, w którym przesądzili o rzekomym udziale sędziego Jakuba Iwańca w tzw. aferze hejterskiej. Rodzi to uzasadnione przekonanie, że również p. sędzia Katarzyna Zaczek-Czech podpisała się pod listem i wyraziła swoje jednoznaczne stanowisko w kwestii prawdziwości zarzutów pojawiających się w przestrzeni medialnej na temat tzw. afery hejterskiej (…) pisze w swoim wniosku pełnomocnik sędziego Tomasza Szmydta, adwokat Bartosz Lewandowski.
 
Kontrowersyjna decyzja sędzi...
Sędzia Katarzyna Zaczek-Czech, to osoba, która już wcześniej budziła liczne kontrowersje. W lutym 2017 roku portal wPolityce.pl dotarł do szokującego postanowienia tej sędzi dotyczącego wypuszczenia na wolność cygana Arkadiusza Łakatosza ps. „Hoss” - pomysłodawcy ohydnego oszustwa „na wnuczka”. Sędzia, która zdecydowała się wypuścić bandytę za poręczeniem majątkowym w wysokości 300 tys. złotych uznała, że wieloletni krętacz i oszust, poszukiwany listami gończymi kilku krajów bezwzględny bandyta… nie będzie mataczył w śledztwie. Sędzia pochylała się także z troską nad stanem zdrowia bandyty. Po decyzji sędzi „Hoss” zniknął i trzeba go było szukać w Polsce i innych krajach Europy. W ocenie sądu, z uwagi na nie kwestionowanie przez podejrzanego sprawstwa przypisywanych mu czynów, nie zachodzi obawa matactwa procesowego. Kwestia możliwości ustalenia i ujęcia pozostałych sprawców czynu jak i możliwości wpływania na podejrzanego na tok tych czynności, w ocenie sądu ma charakter czysto hipotetyczny w sytuacji, w której przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów, a pozostali współpodejrzani zostali ustaleni, zatrzymani i złożyli wyjaśnienia w sprawie uzasadniała swą kuriozalną decyzję sędzia Katarzyna Zaczek - Czech. Wyjątkowo bulwersująco sędzia tłumaczyła też kwestie „dolegliwości” ewentualnego aresztu dla bandyty. Sąd z osobliwą troską pochylał się nad stanem zdrowia bandyty, dla którego zdrowie starszych ofiar swojego procederu nic nie znaczyło. W okolicznościach niniejszej sprawy zasadne jest takie zastosowanie wobec podejrzanego środka zapobiegawczego (…), który nie będzie się wiązał ze zbyt dużymi dolegliwościami, co ma niewątpliwie znaczenie w związku z jego stanem zdrowia (przebyte dwa zawały serca) uzasadniała sędzia Katarzyna Zaczek-Czech. Działania sędzi w sprawie oszusta skończyły się postępowaniem dyscyplinarnym. Próbowano też uchylić jej immunitet, ale sąd nie wyraził na to zgody. Czy można jej dziś powierzyć tak delikatną i odpowiedzialną sprawę? Uczestnictwo w stowarzyszeniu, które kapturowo wydaje wyroki na podstawie sfabrykowanych informacji powinno, stanowić dobry powód do wyłączenia sędziego ze sprawy.                                                                          
                                                                                                 
Ps....W wymiarze sprawiedliwości bajzel jakich mało. To skutki tolerowania „kasty”. Ich wszystkich won do kibla. Mam nadzieję, że w nowej kadencji PAD min Ziobro zrobi z tymi porządek. Sędzia, która wypuściła Hossa, po tym jak pół Europy (gł.Niemcy) poszukiwało go za przestępstwa,powinna być pociągnięta do odpowiedzialności za działania wbrew prawu, a następnie usunięta z zawodu. Sędziowie mają majątki, że my zwykli ludzie musielibyśmy pracować na nie z 500 lat. Mają immunitet, stany spoczynku i wydaje im się, że są Bogami. A to tylko czerwona, żydowska komuna i ich dzieci. Tylko Sąd Dyscyplinarny. Jeśli sędzia jest przestępcą to należy go usunąć z zawodu! Zabrać przywileje i pieniądze, sędzia ma być przykładem a nie chamem!                                                                   

KOMENTARZE

  • Jaki o aferze reprywatyzacyjnej w stolicy: Niektórzy przyznawali się, a sądy dalej twierdziły, że „nie”
    W większości jest tak, że sądy odrzucają nasze decyzje, my odwołujemy się do NSA, liczymy, że tam znajdzie się więcej sędziów, którzy będą chcieli podjąć refleksję na temat mafii reprywatyzacyjnej. Mamy sprawy, gdzie dowody są tak twarde, że złodziejstwo było. Niektórzy zostali "złapani za rękę", przyznali się na komisji, a sądy dalej twierdzą, że "nie". Mimo wszystko, gdyby sporządzić uczciwy bilans pracy komisji, to uważam, że jest bardzo pozytywny dla polskiego państwa - tak o pracach komisji weryfikacyjnej ds. warszawskiej reprywatyzacji mówił dzisiaj w rozmowie z Tomaszem Sakiewiczem Patryk Jaki, eurodeputowany PiS. Patryk Jaki w "Dziennikarskim pokerze" mówił o efektach prac komisji weryfikacyjnej ds. warszawskiej reprywatyzacji, którą kierował w latach 2017-2019. Podkreślił, że komisja miała trzy cele.

    Pierwszy celem było śledcze podejście do sprawy afery reprywatyzacyjnej, wyjaśnienie tego, czy afera w ogóle była, bo do czasu powstania komisji twierdzono, że sprawa jest "wydumana". Efekt prac jest taki, że dzięki raportowi z prac komisji nikt już nie kwestionuje, że taka afera była. Po drugie, dokumenty, sprawy i rzeczy, które ustaliła komisja, były regularnie przekazywane do prokuratury i nasza praca sprawiła, że ponad 160 osób ma obecnie postawione zarzuty, są osoby skazane, w tym prawomocnie. Większe grupy, które wyłudzały nieruchomości albo są w więzieniach, albo w aresztach. Pierwszy raz zamiast pławić się w III RP i reprywatyzować nieruchomości, wylądowali w pudle stwierdził Jaki, oceniając, że "to dwie rzeczy, które na pewno się udały".

    Trzecim zadaniem komisji było wydawanie decyzji administracyjnych.

    O ile udało nam się wygrać najważniejszy spór, dotyczący pozycji ustrojowej naszej komisji, choć było wielu oburzonych tym, że Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że nasze decyzje są częścią polskiego systemu prawnego i trzeba ich przestrzegać, o tyle jest tak, że gdy decyzje trafiały do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który miał szansę się zreflektować - część bałaganu reprywatyzacyjnego to są wcześniejsze decyzje tych samych sędziów - to niestety się tak nie stało. Sędziowie ci, w mojej opinii, regularnie łamią prawo, udają, że nie ma ustawy, która istnieje, śmieją się wszystkim w twarz, podważają sprawy oczywiste, zaprzeczając, że dwa plus dwa to cztery. Rzeczywiście jest tak, że tylko kilka spraw udało nam się wygrać. To i tak jest sukces, biorąc pod uwagę sytuację w tym sądzie mówił Patryk Jaki.

    W większości jest tak, że sądy odrzucają nasze decyzje, my odwołujemy się do NSA, liczymy, że tam znajdzie się więcej sędziów, którzy będą chcieli podjąć refleksję na temat mafii reprywatyzacyjnej. Mamy sprawy, gdzie dowody są tak twarde, że złodziejstwo było. Niektórzy zostali "złapani za rękę", przyznali się na komisji, a sądy dalej twierdzą, że "nie". Mimo wszystko, gdyby sporządzić uczciwy bilans pracy komisji, to uważam, że jest bardzo pozytywny dla polskiego państwa dodał.

    Obecny europoseł ocenił, że "po pracy komisji weryfikacyjnej wstrzymano reprywatyzację w Warszawie".

    Pytanie, czy sądy sprawią, że rozpocznie się restytucja tego procederu. Mam nadzieję, że tak się nie stanie. Jest nowelizacja ustawa o komisji, która ma na celu zapobiec przyszłym zagrożeniem. Najgorsze jest to, że z takim argumentem, który jest oczywisty, nie potrafimy trafić do opinii publicznej, bo system medialny jest skonstruowany w Polsce tak, jak jest. (...) To, co mnie boli najbardziej, to dlaczego nieruchomości nie wracają do miasta stołecznego Warszawy. Dlatego, że do sądów skarży je [decyzje] ratusz. My oddajemy nieruchomości ratuszowi, a ratusz mówi, że nie chce ich i skarży decyzje korzystne dla siebie. To jest absurd stwierdził Jaki.



    https://niezalezna.pl/338228-jaki-o-aferze-reprywatyzacyjnej-w-stolicy-niektorzy-przyznawali-sie-a-sady-dalej-twierdzily-ze-nie
  • OTO CO WYCZYNIA POSTŻYDOKOMUSZA KASTA I JEJ WSOBNY MIOT...
    Ciąg dalszy tzw. afery polickiej. Nowe ustalenia prokuratury ws. byłego prezesa Grupy Azoty. Sąd Rejonowy w Szczecinie nie zgodził się na areszt dla byłego prezesa Grupy Azoty Zakłady Chemiczne Police, któremu prokuratura chciała rozszerzyć zarzuty w związku z tzw. aferą policką. Areszt pozwoliłby na wystawienie międzynarodowego listu gończego. Według śledczych były prezes ukrywa się w Senegalu i upłynnia majątek, który miał w Polsce informuje "Gazeta Polska Codziennie". Śledztwo w aferze polickiej zostało wszczęte w 2016 r. Organa ścigania powiadomił obecny zarząd powołany już w okresie rządów PiS. Kilka miesięcy później postawiono zarzuty kilkunastu osobom, m.in. członkom byłego zarządu Grupy Azoty Zakłady Chemiczne Police powołanego w okresie PO-PSL. Według obecnego zarządu Grupy Azoty straty spowodowane nietrafionymi i noszącymi znamiona przestępstwa inwestycjami wynoszą ponad 380 mln zł. Jeden z najistotniejszych wątków dotyczy zakupu przez Grupę Azoty kopalni surowców w Senegalu. Chodzi o złoże Lam Lam, które kosztowało Grupę Azoty blisko 30 mln dol. Problem w tym, że w chwili zakupu było ono już niemal zupełnie wyeksploatowane. Poprzedni zarząd zakładał, że wydobędzie z niego dziesiątki milionów ton surowca, tymczasem wydobyto jedynie 110 tys. ton niskiej jakości fosforytów. Były prezes Grupy Azoty usłyszał zarzut przekroczenia uprawnień i wyrządzenia spółce szkód wielkich rozmiarów. Doszło do celowego zawyżenia wartości akcji African Investment Group SA, a w trakcie wykonywania umowy nabycia akcji nie spełniono warunków dokonywania płatności. Ponadto część z fosforytów dostarczanych przez African Investment Group do Polic faktycznie nie była wydobywana przez tę spółkę zależną, lecz fosforyt był nabywany przez African Investment Group od innego przedsiębiorcy działającego na terenie Senegalu, a następnie dostarczany do ZCH Police. Po zebraniu kolejnego materiału dowodowego Prokuratura Regionalna w Szczecinie zamierzała postawić byłemu prezesowi dodatkowo zarzut oszustwa. Problem w tym, że Krzysztofa J. nie ma w Polsce, przebywa na terenie Senegalu. Stąd wniosek o areszt, bo po postawieniu zarzutów byłemu prezesowi sąd zastosował środki zapobiegawcze. Zgodnie z nimi musi informować policję za każdym razem, gdy opuści kraj na dłużej niż siedem dni. „Podjęto przewidziane prawem działania w celu ogłoszenia zarzutów Krzysztofowi J., a dopiero po próbie doręczenia wezwania podejrzanemu poinformował on prokuratora o tym, że nie przebywa na terenie Polski” czytamy w komunikacie prokuratury. Z ustaleń śledczych wynika także, że Krzysztof J. nie przebywa w kraju już od drugiej połowy 2019 r. Tak miał zeznać jeden ze świadków. Dodatkowo prokuratura ustaliła, że podejrzany Krzysztof J. podjął działania zmierzające do przewiezienia do Senegalu składników mienia, którym dysponował on na terenie Polski. Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"

    Ps...To taki tęczowy prezes Ryszard Ochódzki co to kupił dla firmy coś czego nie było no i musi się ukrywać, kumpel Mira, Rycha i Zycha spod śmietnika i oczyszczalni Trzaskowskiego...Kolejny zbir chroniony przez kastę ludzi niezwykłych ze Szczecina, a tam wyjątkowy urodzaj na kanalie typu Kopertowicz hiena szpitalna ze Zdunowa, rzezimieszek-poseł, cham z urodzenia, wielu, wielu zaprzanców. Czas brać za frak bandytów i odsyłać do ZK z dożywotnimi wyrokami.Sędziego wsadzić razem z nim i PO kłopocie tylko zastanawiające jest to co z POzostałymi uczestnikami tego procederu którzy chodzą PO wolności i śmieją się z POzostałych naiwniaków którzy muszą ciężko pracować na kawałek chleba! Dopóki nie zrobi się porządku z sędziami, członkami tej bandy oszustów to trudno mówić o jakiejkolwiek praworządności w Polsce. Złodzieje w białych koszulach będą bezkarni! Wypada mieć nadzieję, że po wyborze na prezydenta A. Dudy ta postżydokomusza banda z miotem wsobnym zostanie przetrzebiona.
  • Jaki litościwy ten sąd wobec swoich, Kowalski dostał by więcej i bez zawieszenia. Kasta broni swoich..
    Sędzia i jego żona kradli sprzęt elektroniczny. Zapadł wyrok – rok więzienia w zawieszeniu./sic/...Na kary jednego roku więzienia w zawieszeniu skazał wrocławski sąd byłego sędziego sądu apelacyjnego Roberta W. oraz jego żonę Ewę W., oskarżonych o kradzież sprzętu elektronicznego o łącznej wartości ponad 4 tys. zł z marketów we Wrocławiu i Wałbrzychu w lutym 2017 roku. Wyrok jest nieprawomocny.
    Dzisiaj wyrok w sprawie kradzieży dokonanej przez sędziego Roberta W. oraz jego żonę Ewę W. ogłosił Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Krzyków.
    Sąd uznał winnym W. i jego żonę kradzieży sprzętu elektronicznego o łącznej wartości około 4 tys. zł z marketów we Wrocławiu i Wałbrzychu. Robert W. został skazany na karę jednego roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata, a jego żona na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Wyrok jest nieprawomocny. Prokuratura oskarżyła sędziego W. o to, że 4 lutego 2017 roku w markecie w Wałbrzychu - wspólnie z żoną Ewą - dokonał kradzieży dwóch głośników, dwóch pendrivów oraz kabla, zaś dwa dni później - 6 lutego 2017 roku - w markecie we Wrocławiu sędzia W. dokonał kradzieży dwóch głośników, 13 pendrivów, dwóch kart Micro SD i słuchawek. Łączna wartość skradzionego sprzętu to ponad 4 tys. zł. W marcu 2019 roku. Iza Dyscyplinarna Sądu Najwyższego orzekła o usunięciu z zawodu sędziego Roberta W.

    Ps..Ja za jednego pendrajwa dostałbym ze trzy miesiące paki! Sędzia złodziej?! kara powinna być dwukrotnie surowsza, niż dla zwykłych śmiertelników! To ma być sąd?, żeby wydać taki wyrok, to trzeba PO-myśleć dupą a nie głową. 4 tysiące to chyba mało dla niezawisłych sędziów OTUA, skoro potrafią wsadzać do więzień za batonika lub musztardę po 2 złote, a sobie wymierzają zawieszenia. Za ten wstyd co pokazali we francuskich i niemieckich mediach, jak to sędzia w Polsce kradnie wyrok powinien być adekwatny do innych wyroków z udziałem zwykłych ludzi oraz zwiększony x 5 za świadomość bezkarności (immunitet).

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930